- Dołączył
- 5 Grudzień 2011
- Posty
- 420
- Punkty reakcji
- 260
Wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie...


Wspomnienie o Wojciechu Szczepaniaku
Są ludzie, których nie sposób pomylić z nikim innym. Do takich bez wątpienia należał Wojtek Szczepaniak. Nie owijał w bawełnę, nie przebierał w słowach i z pewnością nie należał do grona mistrzów dyplomacji. Jego poczucie humoru bywało równie ostre jak riposta, a maniery – cóż… powiedzieć, że były nietuzinkowe, to nic nie powiedzieć. Kto go znał, ten wie, że czasem wystarczyło kilka jego słów, aby delikatniejsze uszy zaczęły płonąć.
Ale pod tą twardą skorupą kryło się serce większe, niż sam chciałby komukolwiek pokazać. Zawsze można było na niego liczyć – czy na służbie, czy po niej. Pomagał nie dlatego, że wypadało, ale dlatego, że taki po prostu był.
Służbę rozpoczął jako funkcjonariusz celny na zachodniej granicy Polski. W 2004 roku, po trudnej dla wielu alokacji, trafił do Izby Celnej w Przemyślu, gdzie pełnił służbę na przejściach granicznych w Krościenku i Medyce. Szybko stał się postacią doskonale znaną zarówno współpracownikom, jak i kolejnym pokoleniom funkcjonariuszy. Był wymagający, bezpośredni i nie uznawał półśrodków. Nie pisał podręczników ani nie prowadził wykładów, ale potrafił przekazać więcej praktycznej wiedzy niż niejeden instruktor. Wychował całe rzesze wiernych naśladowców, którzy do dziś powtarzają jego powiedzonka, metody pracy i – czasem zupełnie nieświadomie – jego charakterystyczny sposób patrzenia na służbę.
W 2020 roku przeszedł na zasłużoną emeryturę, pozostawiając po sobie pamięć o człowieku autentycznym, który miał własny styl – jedyny w swoim rodzaju. Nie wszystkim odpowiadał, ale nikt nie mógł mu odmówić autentyczności. Nie udawał kogoś, kim nie był. Był sobą – czasem szorstkim, czasem opryskliwym, często bezkompromisowym, ale zawsze prawdziwym.
Będzie nam brakowało jego charakteru, jego bezpośredniości, jego ciętego języka i tego ogromnego serca, którego nigdy specjalnie nie reklamował.
Dziś chcemy zapamiętać go właśnie takim – twardym na zewnątrz, dobrym w środku i wiernym swoim zasadom. Mamy nadzieję, że tam, gdzie teraz pełni swoją ostatnią wartę, wszystko odbywa się tak jak trzeba… a jeśli nie, to z pewnością ktoś już usłyszał od Wojtka kilka celnych, dosadnych uwag.
Spoczywaj w pokoju, Wojtku. Dziękujemy za wspólną służbę, za lekcje życia i za to, że byłeś po prostu sobą.


Wspomnienie o Wojciechu Szczepaniaku
Są ludzie, których nie sposób pomylić z nikim innym. Do takich bez wątpienia należał Wojtek Szczepaniak. Nie owijał w bawełnę, nie przebierał w słowach i z pewnością nie należał do grona mistrzów dyplomacji. Jego poczucie humoru bywało równie ostre jak riposta, a maniery – cóż… powiedzieć, że były nietuzinkowe, to nic nie powiedzieć. Kto go znał, ten wie, że czasem wystarczyło kilka jego słów, aby delikatniejsze uszy zaczęły płonąć.
Ale pod tą twardą skorupą kryło się serce większe, niż sam chciałby komukolwiek pokazać. Zawsze można było na niego liczyć – czy na służbie, czy po niej. Pomagał nie dlatego, że wypadało, ale dlatego, że taki po prostu był.
Służbę rozpoczął jako funkcjonariusz celny na zachodniej granicy Polski. W 2004 roku, po trudnej dla wielu alokacji, trafił do Izby Celnej w Przemyślu, gdzie pełnił służbę na przejściach granicznych w Krościenku i Medyce. Szybko stał się postacią doskonale znaną zarówno współpracownikom, jak i kolejnym pokoleniom funkcjonariuszy. Był wymagający, bezpośredni i nie uznawał półśrodków. Nie pisał podręczników ani nie prowadził wykładów, ale potrafił przekazać więcej praktycznej wiedzy niż niejeden instruktor. Wychował całe rzesze wiernych naśladowców, którzy do dziś powtarzają jego powiedzonka, metody pracy i – czasem zupełnie nieświadomie – jego charakterystyczny sposób patrzenia na służbę.
W 2020 roku przeszedł na zasłużoną emeryturę, pozostawiając po sobie pamięć o człowieku autentycznym, który miał własny styl – jedyny w swoim rodzaju. Nie wszystkim odpowiadał, ale nikt nie mógł mu odmówić autentyczności. Nie udawał kogoś, kim nie był. Był sobą – czasem szorstkim, czasem opryskliwym, często bezkompromisowym, ale zawsze prawdziwym.
Będzie nam brakowało jego charakteru, jego bezpośredniości, jego ciętego języka i tego ogromnego serca, którego nigdy specjalnie nie reklamował.
Dziś chcemy zapamiętać go właśnie takim – twardym na zewnątrz, dobrym w środku i wiernym swoim zasadom. Mamy nadzieję, że tam, gdzie teraz pełni swoją ostatnią wartę, wszystko odbywa się tak jak trzeba… a jeśli nie, to z pewnością ktoś już usłyszał od Wojtka kilka celnych, dosadnych uwag.
Spoczywaj w pokoju, Wojtku. Dziękujemy za wspólną służbę, za lekcje życia i za to, że byłeś po prostu sobą.
Ostatnia edycja: