czy są szanse na jakieś zmiany w SC ?????

G

Guest

Gość
jak w temacie

pytam bo zbliza sie termin egzaminu a ja mam dylemat co z tym zrobic, zostawac czyli dziobac czy olac to i szukac innej pracy


może ktoś z was ma jakies info co do zmian w SC
bo jak nic sie nei szykuje to raczej egzamin sobie odpuszczam
pozdrówka
 
G

Guest

Gość
Zmian nie będzie, podwyżek nie będzie. Za to zostaje brak logiki w tej firmie, brak szacunku od szeroko rozumianych "petentów" (granica:) ), odstawanie od rzeczywistoci kadry kierowniczej (nie wiedzą że sytuacja na rynku pracy się zmieniła a praca w sc jest teraz gorzej widziana niż w przysłowiowej "Biedronce" - nawet wypłaty już idą z kilkudniowym opóźnieniem). MF nie wie nawet jak się pracuje na granicy, co się tu robi - chodzi o zadania - nie wiedzą że sprawdzamy podróżnych którzy deklarują alkohol i papierosy, wykręcamy przemyt z podłużnic i zapasek. Myślą że np. stukamy kołkiem na karnetach z Rosji (po 1,5 roku pracy!!!). Pomijąc fakt pracy w zimie -30 stopnii po 12 godz w nocy czasami bez chwili przerwy (nieraz się zdarzyło), zastraszania ze strony podróżnych którzy podają twój adres zamieszkania i nr rejestracyjny samochodu na dzień dobry
Olej to. To dla nich powinno zależeć żebysmy tu zostali.
Robimy bojkot egzaminu?
 
S

stary celny

Gość
Jeśli tylko masz gdzie to daj sobie spokój ze służbą celną. To najbardziej oszukańcza instytucja państwowa w Polsce. Teraz to nawet nic nie obiecują że będzie lepiej. Za ciężką i odpowoedzialną pracę możesz liczyć tylko na k.... w d.... . Na górze doszli do wniosku że celny i tak sobie poradzi. Każdy sądzi według siebie.
 
G

Guest

Gość
po 15 latach pracy, żałuję, że Tu przyszedłem.

Całe szczęście, że Żonę mam wspaniałą, i przesłania mi ona
cały świat. A dzieci są tuż za Nią.

Ci, co mają chęci i kwalifikacje niech zmieniają robotę. Szkoda czasu w tej firmie. Poprawi się tu, jak Kraj się wzbogaci, a do tego czasu, to samo, z niewielkimi zmianami.
Młodych zachęcam do poszukiwań. Czas szybko płynie.
 
G

Guest

Gość
A kto dba o interesy Nas, Celników?
Czy może Szef SC?
A może związki zawodowe?
Kiedy trzeba było zacząć dbać o interesy naszej grupy zawodowej (koniec lat 90) nie było nikogo, kto by się tym zajął.
Nasza grupa systematycznie traci na znaczeniu i ten trend się tylko pogłębia.
W decyzyjnych kręgach MF nie ma ani jednej osoby, która chciałaby poprawić sytuację zawodową SC. Od likwidacji GUC jest tylko gorzej, a i wtedy różowo nie było.
Czy Rząd RP miał strategię i plan budowy SC?
Czy SC może być przydatne dla budowy pomyślności społeczeństwa naszego kraju? Czy Rząd RP nie najchętniej zmienia jednak tylko dyrektorów IC?
Czy obecny Szef SC, M.Banaś, ma się czym pochwalić?
Po co Rząd RP, toleruje takich ludzi i takie stanowiska?
Jakie są wymierne korzyści szefowania P.Banasia? Cóż poprawił i zaplanował? Wielkie NIC.
 

j_a_nek

Nowy użytkownik
Dołączył
16 Luty 2006
Posty
991
Punkty reakcji
0
Trudna sytuacja (młodych) celników

WYWIADZIK

Trudna sytuacja młodych celników
wtorek 8 stycznia 2009 10.04

Celniczka: Bez rodziców bym nie przetrwała

____________________________________________________________

O trudnej sytuacji celników DZIENNIK może napisze kiedyś.
W ubiegłym miesiącu celnicy byli na rozmowach w Ministerstwie Finansów. W ich efekcie uzyskali między innymi zapewnienie, że otrzymają podwyżki, że odpowiednie zapisy znajdą się w ustawie budżetowej (...), żeby byli spokojni o swoją przyszłość.
Głosowanie w Komisji Finansów Publicznych, a następnie w Sejmie RP brutalnie obnażyło skrzętnie zamiataną pod dywan prawdę. I co dalej? Tymczasem kilka słów zamienionych ze świeżo przyjętą do pracy celniczką.
____________________________________________________________


Żeby zostać celnikiem w Polsce, trzeba legitymować się wyższym wykształceniem, znajomością języków obcych, odbyć szkolenie panelowe, a potem jeszcze poświęcać swój prywatny czas i pieniądze na nieustanne dokształcanie. Początkowy okres to staż, w czasie którego przyszły celnik jest zatrudniony na czas określony. Tydzień pracy celnika to minimum 40 godz. i wynagrodzenie 1300 zł na rękę. Nieszczęśnicy mogą niestety dorobić paru złotych – zabrania tego, przynajmniej skutecznie uniemożliwia ustawa. O Służbie Celnej

IZABELA MARKOWSKA: Zarabia pani 1300 zł. Z tych pieniędzy musi pani sobie opłacić...

MARYSIA MYSZKA*: ...Przybory biurowe potrzebne do pracy, odzież, obuwie, kursy i szkolenia specjalistyczne, zjazdy, dojazdy, podręczniki, czasopisma.

Jako celnik nie może pani jakoś dorobić do pensji?

Nie mogę. Mogę nachodzić i prosić dyrektora izby żeby dał mi specjalne zezwolenie, ale to bezskuteczne. Nie mogę nawet zostać ankieterem lub rozdawać ulotki na ulicy. Jednym słowem żadnej dodatkowej pracy, nawet dorywczej, bo przecież jako celnik nie mogę podpisać żadnej dodatkowej umowy o pracę. Mam etat, za który płaci Ministerstwo Finansów RP.

Czyli w sumie, ile musi pani jeszcze dołożyć pieniędzy do swojej pracy, żeby móc ją wykonywać?

Sporo.

Jednym słowem małżonek celnika ma go na utrzymaniu?

To prawda, mój mąż pracuje na trzy etaty. Dwa ma w branży budowlanej, jeden jako kurator sądowy. Dzięki temu tylko prawie wystarcza nam na wszystko.

Na wszystko?

To znaczy na utrzymanie się i na jedzenie.

A na kupienie mieszkania na przykład?

Na mieszkanie musieliśmy wziąć kredyt, ale bank zgodził się nam go udzielić pod warunkiem, że podżyrują go nam rodzice. Dzięki nim udało nam się w sumie uzyskać 26 tys. zł kredytu. Kupiliśmy za to 17,5-metrową kawalerkę na Śląsku. Tanio, prawda? Mieliśmy szczęście, bo fartnęła nam się prawdziwa okazja.

A jak pojawi się potomstwo, co zrobicie z tymi 17 metrami?

Mam nadzieję, że w końcu się go doczekamy, ale raczej jeszcze nie teraz.

Dlaczego nie teraz?

Obawiamy się z mężem, że sobie nie poradzimy finansowo. Po urodzeniu dziecka poszłabym zapewne na 16-tygodniowy urlop macierzyński, a później musiałabym wrócić do pracy, a zatem i wynająć opiekunkę. A to już ogromny wydatek. Rodzice moi i męża, niestety, mieszkają zbyt daleko, aby mogli zajmować się wnukami.

A w innych sprawach wam pomagają?

Oczywiście. Gdyby nie ich pomoc, trudno byłoby nam funkcjonować. Każdej niedzieli jeździmy do nich na obiady. Dodatkowo wracamy do siebie wyposażeni w wałówkę na resztę tygodnia.

Słowem rodzice młodego celnika w Polsce muszą się liczyć z tym, że będzie on bardzo długo na ich utrzymaniu?

Niestety tak. Złośliwi mówią, że to dla nich "dożywocie" z dzieckiem na karku. To rodzice musieli utrzymywać mnie przez całe studia, bo przecież nie mogłam nigdzie podjąć pracy ze względu na nawał zajęć. W zasadzie mieliśmy przez te lata tylko dwa miesiące wakacji, a nie jak inni studenci trzy, bo jeden miesiąc trzeba było poświęcić na staże, a drugi na dorobienie paru groszy.

To jak wyglądało u pani Boże Narodzenie? Na jakie prezenty było was stać?

W tym roku robiliśmy prezenty sami. W ramach świątecznego prezentu posprzątałam mężowi w szafie. Rodzicom i rodzeństwu upiekliśmy pierniczki. Każdy dostał ładnie opakowane ciasteczko.

Nie myśli pani, żeby wyjechać z Polski i żyć w końcu na pewnym poziomie finansowym, a nie wciąż wiązać koniec z końcem?

Od tych znajomych, którzy wyjechali i pracują w Niemczech, w Anglii czy USA wciąż słyszę, jak tam jest wspaniale. Że pracują normalnie i na wszystko ich stać. Ja jednak nie chciałabym opuszczać Polski. Lubię nasz kraj, jestem bardzo związana ze swoją rodziną. Jeśli więc zdecyduję się na wyjazd, bo nie przekreślam tej możliwości, to będzie to jedna z najtrudniejszych decyzji. Może jednak okazać się, że jest konieczna. Zwłaszcza jeśli na świat przyjdzie dziecko.

I po co się pani w ten zawód wpakowała? Nikt pani nie mówił, jak będzie ciężko?

Mówili, ale nie wierzyłam. Myślałam, że będę mogła pracować i godnie żyć jako urzędnik państwowy.

A teraz?

A teraz myślę przede wszystkim jak przeżyć.

*Marysia Myszka, 28-letnia celniczka, gdzieś w polskim urzędzie celnym, zatrudniona przez Rząd RP.

Czytaj również tutaj (link do artykułu w portalu dziennik.pl)
 
Do góry